ProSciEditing: Blog

Pisanie tekstów naukowych w pierwszej osobie


Stosowanie pierwszej osoby w tekstach naukowych, zwłaszcza wśród rodzimych naukowców, jest tematem trudnym i wywołującym niemałe emocje. W języku polskim bowiem ludzie nauki niemal nie używają w piśmie pierwszej osoby. Podobnie zresztą uważano jakieś 20-30 lat temu w krajach anglojęzycznych. W ostatnim jednak czasie powoli się to zmienia - pierwsza osoba staje się coraz bardziej popularna, a jej użycie coraz bardziej powszechne.

Powodów tej tendencji jest kilka. Przede wszystkich pierwsza osoba, umiejętnie wykorzystana, sprawia, że styl tekstu staje się bardziej naturalny, a sam tekst - bardziej zrozumiały i przyjemny do czytania. Natomiast tekst przepełniony zdaniami w stronie biernej jest nie tylko dłuższy, nie tylko trudniejszy do zrozumienia - ale również zdecydowanie mniej przyjemny.

Oczywiście, w wielu sytuacjach strona bierna ma zastosowanie. Doskonale opisuje to Joseph M. Williams w książce "Style. Lessons in Clarity and Grace" (Longman). Doskonała książka, która doczekała się wielu wydań.Analiza wykorzystania strony biernej przedstawiona przez Williamsa jest moim zdaniem znakomita. Wielu autorów poradników pisania twierdzi, że strony biernej należy unikać, gdy tylko się da. Williams natomiast wykazuje się daleko posuniętą ostrożnością, analizując przeróżne sytuacje, w których strona bierna będzie lepsza - czytelniejsza, bardziej efektywna - niż strona czynna. Tekst ma być spójny, zrozumiały i dobrze się czytać, a to w sporej mierze zależy również od odpowiedniego zastosowania strony biernej.

Analiza tekstów naukowych wykazuje, że ich autorzy zdecydowanie nadużywają strony biernej. Pamiętajmy, stronę bierną należy stosować, ale z umiarem - tam, gdzie jej użycie to konieczność, a nie dla samej zasady. Mitem jest bowiem, że tekst naukowy ma być obiektywny i że strona bierna ma to zapewnić. Po pierwsze, tekst naukowy nigdy do końca obiektywny nie jest. A po drugie, strona bierna to tylko złudzenie obiektywności, a nie obiektywność.

Ten wpis mógłby być bardzo długi. Mógłby przedstawiać dyskusję między zwolennikami i przeciwnikami strony biernej, m.in. Orwella, Gowersa, Pinkera, Clarka czy Kane'a. Moglibyśmy analizować liczne przykłady, kiedy warto stosować stronę bierną, a kiedy nie warto; kiedy jest skuteczna, kiedy wręcz przeciwnie.

Ale celem tego wpisu nie jest wnikliwa analiza tego zagadnienia. W istocie każdy akapit i każde zdanie wymagają niezależnej analizy, którą należy prowadzić w szerokim kontekście danego tekstu (do kogo jest kierowany, czy ma być bardziej czy mniej formalny, jakie są wymagania czasopisma itp.) i węższym kontekście zdania (co ma stanowić jego sedno, co jest w nim najważniejsze, jaką treść ma przekazać, jakie było poprzednie zdanie itp.).

Zachęcam do następującego podejścia. Sprawdźmy, czy dane czasopismo pozwala autorom na wykorzystanie pierwszej osoby. Jeżeli nie ma o tym wzmianki, sprawdźmy ostatnie numery. Jeżeli pierwsza osoba jest akceptowalna, korzystajmy z niej, unikając jednak w miarę możliwości pierwszej osoby liczby pojedynczej - środowisko naukowe (poza niektórymi dyscyplinami humanistycznymi i społecznymi) nie jest jeszcze na to przygotowane.

Jeżeli zaś nie wiemy jeszcze, do jakiego czasopisma będziemy dany tekst kierować - piszmy w pierwszej osobie liczby mnogiej. Oczywiście pod jednym warunkiem. Jeżeli praca jest pisana przez jedną osobę, zdecydowanie należy unikać pisania "my" (czyli "we"), gdy autor ma na myśli "ja" (czyli "I"). Nazbyt często brzmi to niezręcznie. Spójrzmy: "Napisaliśmy ten artykuł, aby..." Czytelnik może się zacząć zastanawiać, kto właściwie ten artykuł napisał... Może autor i "ghost writer"...?

Takie sformułowania są używane przez monarchów* (tzw. pluralis maiestatis), którzy korzystają z tzw. królewskiego my ("Royal we"). Ale pozostawmy pluralis maiestatis monarchom. Swego czasu Margaret Thatcher ośmieszyła się, mówiąc "We have become a grandmother" - Wikipedia), czyli "Zostałyśmy babcią". Wystawiła się tym krótkim zdaniem na spore pośmiewisko.

Dlatego uważajmy na liczbę mnogą w pierwszej osobie, gdy piszemy tekst samodzielnie. Jeżeli jest to praca techniczna i jeden autor przeprowadził badanie, niezręczne byłoby stwierdzenie, że "rozesłaliśmy ankiety" (czyli kto je rozesłał poza autorem?), albo że "przeprowadziliśmy wywiady" (czyli kto je przeprowadził poza autorem?), albo że "przygotowaliśmy preparaty mikroskopowe" (czyli kto je przyrządził wraz z autorem?).

W takich sytuacjach strona bierna może okazać się bardzo pomocna. Są oczywiście wyjątki, gdy co prawda autor jest jeden, ale badanie prowadził z innymi osobami - wtedy zawsze musi to jasno wynikać z metodyki (ewentualnie podziękowań).

Pierwsza osoba liczby mnogiej ma natomiast jak najbardziej zastosowanie, gdy pojedynczy autor ma na myśli "my, czyli ja i Ty, mój czytelniku". "Powyżej omówiliśmy zagadnienie...", "Zastanówmy się...", "Nasza dyskusja..." itp. Takie sformułowania nie budzą zastrzeżeń, a nawet sugerują, że autor nie zapomina o czytelniku, a wręcz zaprasza go do dyskusji. Warto pokazać swoim czytelnikom, że o nich pamiętamy.

Wniosek? Nie unikajmy z założenia pierwszej osoby. Czasem może się przydać - tekst staje się o wiele przyjaźniejszy dla czytelnika, a często też bardziej przystępny i zrozumiały. W każdym jednak przypadku jej użycia przeanalizujmy, czy robimy to poprawnie w kontekście całego tekstu, akapitu i zdania - ale również czasopisma i odbiorcy.


* Tutaj mamy przykład świadomego zastosowania strony biernej. Zdanie to mogłoby brzmieć następująco: "Monarchowie używają takich sformułowań...", ale zauważmy, że naszym podmiotem powinny być owe "sformułowania", a nie monarchowie, którzy stanowią tylko tło dyskusji. Za chwilę co prawda przechodzimy do Pani Premier Margaret Thatcher, ale drugie zdanie akapitu robi owo przejście: sformułowania (pluralis maiestatis) -> zostawmy je na chwilę -> Margaret Thatcher -> pluralis maiestatis -> przykłady.

03 sierpień 2019